Stałam tak i
gapiłam się w swoje odbicie. Czyli to nie był sen.? To by znaczyła że Chris
jest jakiś księciem, istnieje jakaś magiczna kraina i ja tam byłam. Chwila.!
Pierścień. Gdzie on jest. Zaczęłam go szukać. Najwyraźniej niepotrzebnie bo
wciąż miałam go na palcu. Ahh to moje rozkojarzenie. Hmm. Zobaczymy co się
stanie jeśli… Przekręciłam pierścień i powiedziałam w myślach „Chcę do Amary”.
Wiem trochę to dziwne ale warto spróbować. Tylko nic się nie stało. Dobra to
inaczej. Powtórzyłam te słowa a kamień w pierścieniu zabłysł. Dotknęłam
kamienia i… Białe światło a po chwili byłam w pałacu.
- Witam panienko. Widzę, że tym razem teleportacja odbyła się bez problemów. – powiedziała Arabella z uśmiechem na twarzy.
- Witam panienko. Widzę, że tym razem teleportacja odbyła się bez problemów. – powiedziała Arabella z uśmiechem na twarzy.
- Eee. Tak. – czyli
to prawda. Nie żaden sen. Jestem w innym wymiarze. Muszę znaleźć Christiana i
przeprosić go za to co powiedziałam, zrobiłam…ogólnie za wszystko. – Gdzie jest
Chris.? – zwróciłam się do kobiety która dziwnie na mnie spojrzała. Dopiero po
chwili zrozumiałam że nie wie o kim mówię. – Szukam księcia.
- Aa.. Tak. Książę Christian. Niestety jakąś godzinę temu udał się na pole bitwy. Miejmy nadzieję że z niej wróci. – powiedziała a z jej twarzy zniknął uśmiech. Ale jak to może nie wrócić? Arabella najwyraźniej zauwarzyła moje przerażenie bo od razu dodała – Proszę się nie martwić. Książe to najlepszy rycerz na całym zamku i w całym państwie. Da sobie rade. – na jej słowa lekko się uśmiechnęłam. Ale ciągle martwiłam się o przyjaciela. Arabella zaprowadziła mnie do pokoju w którym się obudziłam za pierwszym razem. Usiadłam na łóżku ale długo nie wytrzymałam. Postanowiłam obejrzeć dokładnie pokój. Był on duzy w kolorach fioletu i bieli. Moje ulubione kolory. Otworzyłam duże drzwi i zaniemówiłam. W środku znajdowały się dziesiątki sukien, bluzek, płaszczy i kilka par spodni. Na półkach zaś stały buty różnego rodzaju. Kozaki, baletki, pantofelki. Raj dla bab jakby to powiedziała moja mama. Za drugimi drzwiami była duża łazienka. Hmm. Jestem w średniowieczu a tu taki wypas. Chociaż chwila. Nikt nie powiedział że to średniowiecze. Zapytam oto Chrisa jak wróci. Po zwiedzeniu pokoju położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziły mnie straszne hałasy. Dzwoniły dzwony i słychać było różne krzyki. Wyszłam na korytarz. Nikogo nie było. Zeszłam więc na dół a następnie głównym wyjściem na dwór. Było tam pełno ludzi. Przecisnęłam się przez tłum. Teraz już wszystko widziałam. W centrum zainteresowania byli jacyś rycerze. Dwóch z nich siedziało na koniach natomiast jeśli dobrze policzyłam dziesięciu pozostałych stało za nimi. Po jakimś czasie rozległ się dźwięk trąbki, a rycerze rozeszli się na boki. Zza tłumu wyłonił się inny rycerz. Jechał stępem na białym rumaku. Wjechał między dwóch rycerzy i wstrzymał konia. Dopiero teraz zobaczyłam zę tym rycerzem jest Christian. Musze przyznać że wyglądał nieziemsko. Jego grzywka opadała mocno na oczy, miał na sobie czarne spodnie, białą długą koszule a na niej kolczugę. Z ramion zwisała mu długa peleryna. Ale coś było nie tak. Nie siedział wyprostowany w siodle tak jak pozostali tylko był lekko przygarbiony a jedną ręką trzymał prawy bok. Wszyscy wpatrywali się w niego a on zaczął mówić:
- Mieszkańcy Amary. Nie mam dobrych wieści. Nasi wrogowie zajęli wschodnią część kraju. Spalili wioski, zabili setki a może nawet tysiące ludzi. Nie dałem rady. Nie obroniłem ich a przecież takie jest zadanie przyszłego króla. Obawiam się że będziecie musieli się udać do bezpieczniejszego miejsca. A jedynym bezpiecznym miejscem jest inny wymiar. – tu przerwał na placu rozległ się szum. Spojrzałam na Chrisa. Jego oczy błyszczały. Czyżby płakał.
- Dosyć.! Jutro wszyscy dworzanie będą mogli wykupić teleportacje. – odezwał się jakiś stary łysol. Chris tylko na niego spojrzał ale nic nie powiedział. Spojrzał tylko na ludzi i zawrócił rumaka. Domyślam się że pojechał do stajni. Nie czekając więc pobiegłam do Arabelli a ta wytłumaczyła mi drogę do stajni. Kiedy szłam piekną alejką w ogrodzie w kierunku wskazanego budynku zauważyłam czyjąś postać. Nie mógł utrzymać się na nogach czyli pewnie jakiś pijak. Chciałam go jak najszybciej ominąć. Przecież było ciemno a nie wiadomo co takiemu na myśl przyjdzie. Ale chwila. Znam tego chłopaka. To Chris. I nie był pijany. Podbiegłam do niego. Uśmiechnął się do mnie. Nadal trzymał się za bok. Podeszłam bliżej a blask latarni ukazał czerwoną plamę na jego koszuli.
- Aa.. Tak. Książę Christian. Niestety jakąś godzinę temu udał się na pole bitwy. Miejmy nadzieję że z niej wróci. – powiedziała a z jej twarzy zniknął uśmiech. Ale jak to może nie wrócić? Arabella najwyraźniej zauwarzyła moje przerażenie bo od razu dodała – Proszę się nie martwić. Książe to najlepszy rycerz na całym zamku i w całym państwie. Da sobie rade. – na jej słowa lekko się uśmiechnęłam. Ale ciągle martwiłam się o przyjaciela. Arabella zaprowadziła mnie do pokoju w którym się obudziłam za pierwszym razem. Usiadłam na łóżku ale długo nie wytrzymałam. Postanowiłam obejrzeć dokładnie pokój. Był on duzy w kolorach fioletu i bieli. Moje ulubione kolory. Otworzyłam duże drzwi i zaniemówiłam. W środku znajdowały się dziesiątki sukien, bluzek, płaszczy i kilka par spodni. Na półkach zaś stały buty różnego rodzaju. Kozaki, baletki, pantofelki. Raj dla bab jakby to powiedziała moja mama. Za drugimi drzwiami była duża łazienka. Hmm. Jestem w średniowieczu a tu taki wypas. Chociaż chwila. Nikt nie powiedział że to średniowiecze. Zapytam oto Chrisa jak wróci. Po zwiedzeniu pokoju położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziły mnie straszne hałasy. Dzwoniły dzwony i słychać było różne krzyki. Wyszłam na korytarz. Nikogo nie było. Zeszłam więc na dół a następnie głównym wyjściem na dwór. Było tam pełno ludzi. Przecisnęłam się przez tłum. Teraz już wszystko widziałam. W centrum zainteresowania byli jacyś rycerze. Dwóch z nich siedziało na koniach natomiast jeśli dobrze policzyłam dziesięciu pozostałych stało za nimi. Po jakimś czasie rozległ się dźwięk trąbki, a rycerze rozeszli się na boki. Zza tłumu wyłonił się inny rycerz. Jechał stępem na białym rumaku. Wjechał między dwóch rycerzy i wstrzymał konia. Dopiero teraz zobaczyłam zę tym rycerzem jest Christian. Musze przyznać że wyglądał nieziemsko. Jego grzywka opadała mocno na oczy, miał na sobie czarne spodnie, białą długą koszule a na niej kolczugę. Z ramion zwisała mu długa peleryna. Ale coś było nie tak. Nie siedział wyprostowany w siodle tak jak pozostali tylko był lekko przygarbiony a jedną ręką trzymał prawy bok. Wszyscy wpatrywali się w niego a on zaczął mówić:
- Mieszkańcy Amary. Nie mam dobrych wieści. Nasi wrogowie zajęli wschodnią część kraju. Spalili wioski, zabili setki a może nawet tysiące ludzi. Nie dałem rady. Nie obroniłem ich a przecież takie jest zadanie przyszłego króla. Obawiam się że będziecie musieli się udać do bezpieczniejszego miejsca. A jedynym bezpiecznym miejscem jest inny wymiar. – tu przerwał na placu rozległ się szum. Spojrzałam na Chrisa. Jego oczy błyszczały. Czyżby płakał.
- Dosyć.! Jutro wszyscy dworzanie będą mogli wykupić teleportacje. – odezwał się jakiś stary łysol. Chris tylko na niego spojrzał ale nic nie powiedział. Spojrzał tylko na ludzi i zawrócił rumaka. Domyślam się że pojechał do stajni. Nie czekając więc pobiegłam do Arabelli a ta wytłumaczyła mi drogę do stajni. Kiedy szłam piekną alejką w ogrodzie w kierunku wskazanego budynku zauważyłam czyjąś postać. Nie mógł utrzymać się na nogach czyli pewnie jakiś pijak. Chciałam go jak najszybciej ominąć. Przecież było ciemno a nie wiadomo co takiemu na myśl przyjdzie. Ale chwila. Znam tego chłopaka. To Chris. I nie był pijany. Podbiegłam do niego. Uśmiechnął się do mnie. Nadal trzymał się za bok. Podeszłam bliżej a blask latarni ukazał czerwoną plamę na jego koszuli.
----
Czytasz.? Skomentuj. Bardzo mi na tym zależy.