wtorek, 23 października 2012

Rozdział 6


   Stałam tak i gapiłam się w swoje odbicie. Czyli to nie był sen.? To by znaczyła że Chris jest jakiś księciem, istnieje jakaś magiczna kraina i ja tam byłam. Chwila.! Pierścień. Gdzie on jest. Zaczęłam go szukać. Najwyraźniej niepotrzebnie bo wciąż miałam go na palcu. Ahh to moje rozkojarzenie. Hmm. Zobaczymy co się stanie jeśli… Przekręciłam pierścień i powiedziałam w myślach „Chcę do Amary”. Wiem trochę to dziwne ale warto spróbować. Tylko nic się nie stało. Dobra to inaczej. Powtórzyłam te słowa a kamień w pierścieniu zabłysł. Dotknęłam kamienia i… Białe światło a po chwili byłam w pałacu.
 - Witam panienko. Widzę, że tym razem teleportacja odbyła się bez problemów. – powiedziała Arabella z uśmiechem na twarzy.
 - Eee. Tak. – czyli to prawda. Nie żaden sen. Jestem w innym wymiarze. Muszę znaleźć Christiana i przeprosić go za to co powiedziałam, zrobiłam…ogólnie za wszystko. – Gdzie jest Chris.? – zwróciłam się do kobiety która dziwnie na mnie spojrzała. Dopiero po chwili zrozumiałam że nie wie o kim mówię. – Szukam księcia.
 - Aa.. Tak. Książę Christian. Niestety jakąś godzinę temu udał się na pole bitwy. Miejmy nadzieję że z niej wróci. – powiedziała a z jej twarzy zniknął uśmiech. Ale jak to może nie wrócić? Arabella najwyraźniej zauwarzyła moje przerażenie bo od razu dodała – Proszę się nie martwić. Książe to najlepszy rycerz na całym zamku i w całym państwie. Da sobie rade. – na jej słowa lekko się uśmiechnęłam. Ale ciągle martwiłam się o przyjaciela. Arabella zaprowadziła mnie do pokoju w którym się obudziłam za pierwszym razem. Usiadłam na łóżku ale długo nie wytrzymałam. Postanowiłam obejrzeć dokładnie pokój. Był on duzy w kolorach fioletu i bieli. Moje ulubione kolory. Otworzyłam duże drzwi i zaniemówiłam. W środku znajdowały się dziesiątki sukien, bluzek, płaszczy i kilka par spodni. Na półkach zaś stały buty różnego rodzaju. Kozaki, baletki, pantofelki. Raj dla bab jakby to powiedziała moja mama. Za drugimi drzwiami była duża łazienka. Hmm. Jestem w średniowieczu a tu taki wypas. Chociaż chwila. Nikt nie powiedział że to średniowiecze. Zapytam oto Chrisa jak wróci. Po zwiedzeniu pokoju położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziły mnie straszne hałasy. Dzwoniły dzwony i słychać było różne krzyki. Wyszłam na korytarz. Nikogo nie było. Zeszłam więc na dół a następnie głównym wyjściem na dwór. Było tam pełno ludzi. Przecisnęłam się przez tłum. Teraz już wszystko widziałam. W centrum zainteresowania byli jacyś rycerze. Dwóch z nich siedziało na koniach natomiast jeśli dobrze policzyłam dziesięciu pozostałych stało za nimi. Po jakimś czasie rozległ się dźwięk trąbki, a rycerze rozeszli się na boki. Zza tłumu wyłonił się inny rycerz. Jechał stępem na białym rumaku. Wjechał między dwóch rycerzy i wstrzymał konia. Dopiero teraz zobaczyłam zę tym rycerzem jest Christian. Musze przyznać że wyglądał nieziemsko. Jego grzywka opadała mocno na oczy, miał na sobie czarne spodnie, białą długą koszule a na niej kolczugę. Z ramion zwisała mu długa peleryna. Ale coś było nie tak. Nie siedział wyprostowany w siodle tak jak pozostali tylko był lekko przygarbiony a jedną ręką trzymał prawy bok. Wszyscy wpatrywali się w niego a on zaczął mówić:
  - Mieszkańcy Amary. Nie mam dobrych wieści. Nasi wrogowie zajęli wschodnią część kraju. Spalili wioski, zabili setki a może nawet tysiące ludzi. Nie dałem rady. Nie obroniłem ich a przecież takie jest zadanie przyszłego króla. Obawiam się że będziecie musieli się udać do bezpieczniejszego miejsca. A jedynym bezpiecznym miejscem jest inny wymiar. – tu przerwał na placu rozległ się szum. Spojrzałam na Chrisa. Jego oczy błyszczały. Czyżby płakał.
  - Dosyć.! Jutro wszyscy dworzanie będą mogli wykupić teleportacje. – odezwał się jakiś stary łysol. Chris tylko na niego spojrzał ale nic nie powiedział. Spojrzał tylko na ludzi i zawrócił rumaka. Domyślam się że pojechał do stajni. Nie czekając więc pobiegłam do Arabelli a ta wytłumaczyła mi drogę do stajni. Kiedy szłam piekną alejką w ogrodzie w kierunku wskazanego budynku zauważyłam czyjąś postać. Nie mógł utrzymać się na nogach czyli pewnie jakiś pijak. Chciałam go jak najszybciej ominąć. Przecież było ciemno a nie wiadomo co takiemu na myśl przyjdzie. Ale chwila. Znam tego chłopaka. To Chris. I nie był pijany. Podbiegłam do niego. Uśmiechnął się do mnie. Nadal trzymał się za bok. Podeszłam bliżej a blask latarni ukazał czerwoną plamę na jego koszuli.

----
Czytasz.? Skomentuj. Bardzo mi na tym zależy. 

czwartek, 18 października 2012

Rozdział 5



Arabella zaprowadziła mnie do ogrodu. Był on olbrzymi i przepiękny, ale to nie był ogród za domem Chrisa. Co to jest Amara? Usiadłam przy mały drewnianym stoliku. Był on pusty pomijając mały wazonik z jakimiś kwiatkami. Po jakimś czasie dołączył do mnie Christian.
 - Witaj Amy. Pięknie wyglądasz. - powiedział a ja poczułam jak robie się czerwona. Uśmiechnął się i usiadł na przeciwko.
 - Powiedz mi jedno. - zaczęłam - Gdzie my jesteśmy?
 - Rozszyfrowałaś pierścień. To on cię tu przeniósł.
 - Czekaj, czekaj. Jeteśmy w jakimś zakładzie dla psychicznych? Bo gadasz jak jakiś nawiedzony!
 - Hah. Wiedziałem że tak zareagujesz. Ale Amy. Pozwól że coś ci wyjaśnie. Posłuchasz mnie? - spojrzał na mnie.
 - No. Gadaj.
 - Otóż znajdujemy się w kraju o nazwie Amara.
 - Eee. Czyli jesteśmy gdzieś w Iraku? - zapytałam go. Mieliśmy o tym państwie na geografi.
 - Nie. Właściwie to jest dolina. I proszę cię nie przerywaj bo chcę to jak najszybciej załatwić. - skinęłam głową. - Amara to dolina, magiczna dolina. Dostałaś się tu dzięki pierścieniowi, który ci podarowałem. Tylko spodziewałem się że wcześniej go użyjesz. Ale do rzecz. Trwa tu wojna. Okropna wojna. Codziennie giną setki ludzi. Twoim przeznaczeniem jest powstrzymanie ich. Masz moc. Potężną moc. Urodziłaś się w zwyczajnym świecie ale nie jesteś zwyczajna. Jako, że jestem księciem Amary moim obowiązkiem była ochrona ciebie i w dniu twoich urodzin przekazać pierścień. Kiedy 12 lat temu przeprowadziłem się do domu na przeciwko znałem już przeznaczenie twoje i moje. Zaprzyjaźniliśmy się dlatego łatwiej było mi być blisko ciebie. - przerwał a ja wykorzystałam okazje.
 - Dobra. Fajna bajeczka a teraz chcę wrócić do domu.
 - To nie bajka. A jeśli chcesz wrócić do domu użyj pierścienia.
 - Daj spokój Chris. Rozumiem. Tęsknisz za wujem i chcesz to jakoś odreagować ale ja na serio chcę wrócić do domu. Daleko wogóle jesteśmy. Masz samochód. Czy po tym wypadku wuja zrezygnowałeś. - zaczęłam gadać. Trochę brutlane to było z mojej strony. Naruszałam pamięc jego wuja ale trudno. Chciałam wrócić do domu.
 - Mój wuja nie zginął w wypadku, podobnie jak moi rodzice.
 - Że co? - zapytałam zdziwiona. Jeszcze następną bajeczkę będzie mi opowiadał.
 - Rodzice zginęli kiedy mnie bronili. Dokładnie 12 lat temu. A wuja, zginął podczas jednej z bitw.
 - Aha. To świetnie. Chris ja na serio muszę wracać.
 - A ja na serio mówię ci żebyś użyła pierścienia!
 - Książę. Musimy omówić kilka spraw. - powiedział jakiś mega duży facet ubrany w coś na typ zbroi. Wszyscy powariowali. Chris wstał.
 - Przemyśl to wszystko Amy. A jeśli chcesz wiedzieć więcej udaj się do przepowiedni. - powiedział i odszedl. Okej. To teraz tak. Znajduję się w jakimś obcym miejscu, Chris jest jakimś niby księciem czy czymś, wszyscy chodzą ubrani jak w średniowieczu. Ja w tej chwili też. O co tu wogóle chodzi? Pierścień! Muszę wrócić do pokoju. Chwila. A to co? Spojrzałam na stół w miejsce gdzie siedział mój przyjaciel, może już nie najlepszy. Leżał tam właśnie ten pierścień. Włożyłam go na palec i .. BUM. Byłam w swoim pokoju. Momencik. Ale jakim cudem? A może mi się to śniło. Miałam bardzo realny sen. Albo i nie sen. Spojrzałam w lustro. Wciąż miałam na sobie suknie. Ale to przecież nie możliwe.

sobota, 8 września 2012

Rozdział 4



 - Nie! Nie pójdę do niego! - Katy jak zwykle awanturowała się. Każdy wiedział że zakochała się w Marco a ona zaprzeczała. Postanowiłyśmy ją do niego zaprowadzić na przerwie obiadowej ale się upierała. Emili już któryś raz to mówiła:
 - No przecież on nie gryzie. Pogadacie sobie może coś z tego wyjdzie. Przecież od razu widać że na jego widok ślinka ci cieknie.
 - Nic mi nie cieknie. - powiedziała Katy wycierając usta wiezchem dłoni.
 - Oj dajcie spokój. - wtrąciłam się - Jak nie chce z nim gadać to jej sprawa. - zwróciłam się do Emili.
 - Mówisz tak bo sama nie chcesz pogadać z Lennym. - odpowiedziała Emili. No dobra. Lenny Lockwood jest bardzo przystojnym blondynem. Buja się w nim cała damska część szkoły. Ale to jest tylko takie zauroczenie a nie żadna miłość. Musiałam coś odpowiedzieć.
 - Lenny? Przecież to głupol jak nie wiem. - w sumie to była trochę prawda. Siedział w szóstej klasie podstawówki i dwa razy w gimnazjum czyli był trochę starszy no ale był jak to mówiono męski.
 - Nie taki głupol. - wtrąciła Katy - Ostatnio dostał czwórkę z bilogi.
 - Żartujesz? - Emili jak zwykle w rozmowie. I wten spodsób rozpęrtała się ich rozmowa na temat czwórki z biologi Lenny'ego Lockwooda. One rozmawiała a ja myślałam o tym co się stało że Christiana nie ma już od tygodnia w szkole. Tak. Minął już tydzień od moich urodzinym i od tego przewidzenia z pierścieniem. Właściwie dawno nie widziałam tego pierścionka. Leży w szafe z biżuteriom gdzieś na dnie. No bo przecież nie będę nosić do szkoły tak wielkiej ozdoby.
 - Naprawdę? A od kiedy? - z zamyśleń wyrwał mnie głos Katy.
 - Od soboty. Było na twitterze.
 - Gadacie o gwiazdach czy o szkolnych związkach? - zapytałam po chwili.
 - O szkolnych związkach. - odpowiedziała mi Emili.
 - Aha. To nie wnikam.
 - Co ci jest Amy? - Katy spojrzała na mnie spad przymróżonych oczu gdyż patrzyła pod słońce. - Ostatnio jesteś taka nieobecna.
 - Martwisz się o Chrisa? - Emili. Ona zawsze coś wymyśli. Ale może ma racje. Nie wiem co się z nim stało i gdzie jest. - My też. Naprawdę. - Emili pogłaskała mnie delikatnie po ramieniu.
 - Nie oto chodzi. Znaczy nie tylko oto.
 - A o co?
 - Nie ważne. - potem rozmawiałyśmy jeszcze chwile. Gdy wróciłam do domu i zjadłam obiad od razu poszłam do swojego pokoju. Nie odrabiałam lekcji. Nie chciało mi się. Zajrzałam do małej białej szafki wypełnionej biżuterią. Pod kilkoma warstwami bransoletek leżało pudełeczko. Otworzyłam je i sięgłam pierścień. Popatrzyłam na niego chwile po czym po raz pierwszy włożyłam go na palec. Nagle wystrzelił z niego jasny płomień. Nie wiedziałam co się dzieje a potem nastała ciemność.
Obudziłam się w olbrzymim łóżku. Było posłane na fioletowo tak jak i były pomalowane ściany. Ale nie taki zwykły fiolet. Był on bardzo jasny. Z niektórych punktów widzenia wręcz biały. Rozejrzałam się dokładniej. Przede mną stała dużych rozmiarów szafa na której wisiała śnieżno biała suknia przepasana fioletowym pasem. Noramki sukni także były fioletowe podobnie jak falbany u dołu. Jednym słowem była przepiękna. Chwila. Ja tu fantazjuję się suknią ale gdzie ja jestem. Dopiero po chwili usłyszałam kroki. Nie wiedziałam co robić. Zerwałam się z łóżka ale nie zdążyłam się schować. Drzwi otworzyły się a przez nie zajrzała starsza pani. Jak tylko mnie zobaczyła uśmiechnęła się. Jej uśmiech był przepiękny. Zębty miała niczym świeży śnieg.
 - Jak się panienka czuje? - zapytała mnie.
 - Eem. Dobrze. Dziękuję. - powiedziałam i mimowolnie się uśmiechnęłam.
 - To dobrze. - Odwróciła się i kiwnęła głową jakby kogoś przywoływała. Nie trzeba było długo czekać a w drzwiach pojawił się mały chłopiec. Wyglądał na góra 10 lat. - Zawołaj księcia. - zawróciła się do chłopca a ten natychmiast wyszedł. - Jak to miło że nic panience nie jest. Wszyscy wiemy że pierwsza podróż nie jest najprzyjemniejsza ale mimo wszystko martwiliśmy się a w szczególności Jego Wysokość.
 - Że co proszę? Jaka podróż? Jaka wysokość? - kobieta już miała odpowiedzieć gdy drzwi otworzyły się a do sali wszedł...Christian?
Ale zaraz co on tu robi? Czyżbym była w jego domu?
 - Amy! - powiedział radośnie - Jak dobrze że jesteś cała! - uśmiechnął się do mnie. Spojrzałam na kobietę która nadal siedziała obok mnie. Właściwie to nie siedziała tylko się kłaniała. To było dziwne. Chociaż nie tylko to. Wcześniej tego nie zauważyłam ale starsza pani miała na sobie szarą suknie do kostek i staroświecki fartuszek wiązany w pasie. Chris też nie był normalnie ubrany. Miał na sobie czarne spodnie, buty takie jak do jazdy konnej i białą tunikę. To było dziwne. Gdzie się podziała jego codzienna koszula w kratę i przetarte dżinsy. Dopiero po pewnym czasie zobaczyłam że mi się przygląda.
 - Ten no.. A gdzie ja właściwie jestem.
 - Zapomniałem że to twoje pierwsze odwiedziny. - powiedział Chris - Ale wiesz co. Opowiem ci wszystko potem. Teraz mam coś do załatwienia. Jakbyś mogła załóż suknie która wisi na szafie i spotkajmy się w ogrodzie. Arabella ci pomoże. - powiedział do mnie i wyszedł.
 - No dobrze panienko. Proszę wstać a ja się wszystkim zajmę. - powiedziała Arabella i zabrała suknie. Ja zrobiłam to co kazała. Po pewnym czasie miałam już na sobie suknie. Była ona bardzo długa. Właściwie to butów nie było widać, chociaż nie miałam butów. Kobieta jakby czytała w moich myślach przyniosła mi parę pantofelków. Miały one niski obcas i były koloru fioletowego. Wszystko tego koloru. O matko. Plusem było to że fiolet to mój ulubiony kolor. Spojrzałam w lustro. Suknia była idealna. Moje włosy spadały luźnymi falami sięgając pasa. Wyglądałam jak księżniczka.
 - A teraz jeśli panienka pozwoli zaprowadzę panienkę do ogrodu.
 - Oczywiście. Tylko gdzie ja jestem.
 - Jak to gdzie? W Amarze.

----------
Kolejny rozdział. Komentarze mile widziane. :)

niedziela, 2 września 2012

Rozdział 3


ROZDZIAŁ 3

Śniły mi się różne dziwne rzeczy. BYłam w tym śnie ja jakoś dziwacznie ubrana a w rękach trzymałam łuk. Dookoła było szaro i całkiem pusto. Byłam tylko ja. Wiem głupi sen ale on był taki prawdziwy.Rano jak tylko wstałam otworzyłam małe pudełeczko które dostałam wczoraj. Spojrzałam na pierścień. Jest niezwykły? W jakim sensie? No może na serio nie był taki jak moje inne pierścionki bo ten był napewno drogi ale w żaden inny sposób się nie wyróżniał. Dzisiaj są moje urodziny czyli impreza, ale dzisiaj jest też pogrzeb wujka Chrisa. Jak tylko się ubrałam czyli założyłam jeansy, bokserkę i czerwoną koszulę w kratę, zeszłam do kuchni. Mama z tatą już o czymś dyskutowali.
 - O witaj kochanie. - powiedziała mama jak tylko mnie zobaczyła. - Wszystkiego najlepszego.
 - DZięki. - odpowiedziałam i usiadłam przy stole.
 - Tu taki mały prezent od nas. - dodał tata podając mi nie takie małe opakowanie.
 - Co to? - zaptałam.
 - Otwórz. - powiedziała mama która włąsnie szykowała mi kanapki do szkoły. Nie czekając więc ani chwili rozdarłam różowy papier w fioletowo niebieskie kwiatki i na zewnątrz ukazało się pudełko. Otworzyłem je natychmiast i moim oczom ukazała się cudowna Lustrzanka cyfrowa.
 - Dziękuję! - wydarłam się uściskałam rodziców. Wszyscy wiedzą że moją pasją jest fotografia. Mój pokój ma jedną ścianę całą oblepioną zdjęciami zwierząt, krajobrazów i innych takich.
 - Podoba się? - zapytał po chwili tata. Spojrzałam na niego jak na wariata.
 - Podoba? To mało powiedziane. Jest super! - odpowiedziałam uradowana.
 - A co z dzisiejszą imprezą - włączyłą się mama. - Będziesz ją organizować.?
 - Jasne. A dlaczego nie?
 - No bo wiesz wuja Chrisa.. Tak trochę głupio aby przyszedł się bawić kiedy ma żałobe.
 - On raczej nie przyjdzie. - powiedziałam lekko smutnym głosem.
 - Aha. A skąd wiesz?
 - Bo wczoraj dostałam od niego prezent.
 - Taak? A co takiego? - mama spojrzała na mnie, uśmiechając się przy tym.
 - To. - powiedziałam i wyciągnęłam z plecaka małe pudełeczko które wczoraj dostałam i podałam je mamie. Od razu je otworzyła.
 - Łał. To musiało kosztować majątek. - mama miała na maxa szerokie oczy. Tata podszedł do niej i zajrzał do pudełka.
 - No, no. Chłopak się postarał. - dodał tata.
 - Tak. Bardzo fajnie. A teraz proszę oddajcie mi to bo muszę iść do szkoły. Koniec wakacji. - powiedziałam wyciągając rękę po pudełko. Kiedy mama mi je oddała pożegnałam się z rodzicami i ruszyłam w kierunku szkoły. Na sąsiednim podwórku była pustka. Jakto nikogo nie ma? zapytałam się w myślach ale szłam dalej. Do szkoły zaszłam po jakiś 20 minutach marszu. Od razu gdy przekroczyłam teren szkoły spotkałam Emili i Katy.
 - No witam solenizantkę. - powiedziała Katy - Najlepszego. A prezent dostaniesz później. - uściskała mnie.
 - Dzięki.
 - Posuń się Katy teraz ja. - wtrąciła Emili przepychając dla żartu Katy. - A więc moja najdroższa przyjaciółko. Sto lat i wszystkiego naj. - powiedziała i również mnie uściskała.
 - Dzięki dziewczyny. Widziałyście gdzieś Chrisa? - zapytałam rozglądając się po boisku.
 - Nie. Nie ma go w szkole a rano nie odbierał telefonu. - powiedziała Katy i poszłyśmy w kierunku klasy. Pierwsza była matma. Przedmiot szatana normalnie. Później już było luźniej gerga, historia, w-f i coś tam jeszcze. Wracałam do domu autobusem. Gdy weszłam do domu mama coś piekła.
 - Zamknij oczy! - krzyknęła jak tylko usłyszała że wchodzę.
 - Spokojnie. Nie wejdę do twojego królestwa. - powiedziałam śmiejąc się. Poszłam do pokoju. Sprawdziłam co nawego na facebooku. Margaret Small zerwała z chłopakiem. Trzecim w tym miesiącu. Po za tym żadnych nowości nie było.
Wieczorem miała odbyć się impreza. Ubrałam się w czarną sukienkę do kolan z złotym paskiem i kolorystycznie złote szpilki jakieś 10- centymetrowe. I tak długo w nich nie wytrzymam. Właściwie nie wiem po co się tak stroje. Rodzice nie pozwoli zrobić takiej prawdziwej imprezy. Będę tylko ja, Emili, Katy i miał być Chris ale on raczej nie przyjdzie. Punktualnie o 17:00 zadzwonił dzwonek do drzwi.
 - No witaj. - powiedziały równo dziewczyny. Emili była ubrana w czerwoną mini spódniczkę i czarną bluskę z cekinami, natomiast Katy miała czarne błyszczące leginsy i niebieską tunikę.
 - Cześć dziewczyny. Wchodźcie. - od razu na wejściu musiałam odpakować prezenty. Katy jak zawsze orginalna. Zrobiła własnoręcznie laurkę (ma talent plastyczny) oraz duże ładnie oprawione zdjęcie zrobione zimą na którym jesteśmy wszystkie trzy i obrzucamy Christiana śnieżkami. Na zdjęciu jestem ubrana dość letnio. Mam tylko białą bluzkę na długi rękaw, rurki i botki. Katy i Emili są ubrane podobnie tylko że Katy ma kurtkę. Ubrania Chrisa nie widać gdyż jest cały we śniegu. Dostrzec można tylko jego roześmianą twarz i rumieńce. Od Emili zaś dostałam bluzkę taką samą jak ona ma w tej chwili na sobie tylko że fioletową i czekoladę. Po wszystkim poszłyśmy do mojego pokoju. Po godzinie mama wniosła tort czekoladowy. Był pyszny. Potem zrobiłyśmy pogaduchy. Około 22:00 dziewczyny mnie opuściły. Posprzątałam więc i wruciłam do pokoju. Zobaczyłam że na stole leży pierścionek od Chrisa. Ale przecież on był w torbie. To nie możliwe. Pewnie dziewczyny go wyjęły kiedy byłam w łazience. Zostawiłam go tam gdzie leżał i poszłam przebrać się w piżamy. Kiedy weszłam znów do pokoju zatkało mnie. Pierścień lśnił. Pewnie jestem przemęczona. Schowałam więc go do pudełka i poszłam spać.

sobota, 1 września 2012

Rozdział 2



Rano obudził mnie budzik. Znowu się zacznie. Rozpoczęcie roku szkolnego. Ubrałam się więc w białą luźną koszulę i czarną spódniczkę z lekkimi falbakami do kolan a na stopy czarne buty na dość wysokim koturnie. Włosy spięłam w koka żeby było bardziej elegancko. O 7:30 byłam gotowa. Wyszłam więc na zewnątrz. Zamykając furtkę zobczyłam Chrisa który włąsnie wyjeżdżał z garaży swoim czerwonym ferrari. Po chwili samochód znalazł się przede mną.
 - Podwieźć cię? - usłyszałam ciepły głos przyjaciela.
 - Jasne. Daleko to bym nie zaszła w tych butach. - powiedziałam wchodząc do samochodu. CAłą drogę przejechaliśmy w milczeniu. To było dziwne. Chris jest tak samo rozgadaną osobą jak ja. Dlatego dość często się kłócimy. Dzisiaj natomiast był mega cichy. Po dojechaniu na miejsce umówiliśmy się że spotkamy na parkingu przed autem. Poszłam więc w swoim kierunku. Dyrektor nudził jak co roku o tym jak to wspaniale jest wrócić po tak długim odpoczynku, że czeka nas sporo pracy i inne takie. Gadanie bez sensu. Dostaliśmy też plan lekcji. Matme, fizykę i angielski mam razem z Emili i Katy, a historię i geoografię z Chrisem i Katy. Czyli lepiej niż w zeszłym roku kiedy z przyjaciółmi miałam tylko angielski i historie. Od razu po apelu poszłam w umówione miejsce. Chris już czekał. Weszłam do samochodu.
 - I jak tam? Cieszysz się że mamy historię i gegrę razem. - zapuytałam na wstępie.
 - Jasne. Będę mógł cię przypilnować.
 - A może raczej ja ciebie co? - szturchnęłam go w ramie.
 - Dobra. To możemy wracać?
 - Tak.- ruszyliśmy do domu.
 - A właśnie jutro u mnie o 17:00 impreza.
 - Impreza tak wcześnie?
 - Tak. Rodzice kazali i mamy być grzczni.
 - To twoi rodzice będą?
 - Tak. A co? Nie pasuje ci?
 - Poprostu myślałem. Ahh. Dlaczego twoi rodzice zawsze cię pilnuję. Jesteś już prawie dorosła!
 - No i co z tego. Lubię tak jak jest!
 - Amy! Czy ty nigdy nie dorośniesz. - zatrzymał samochód bo dojechaliśmy pod mój dom - Nie możesz pogadać z nimi. Twoi rodzice są nadopiekuńczy i traktują cię jak dziecko.!
 - Ja przynajmniej mam rodziców. - spojrzałam na niego. Miał spuszczoną głowę. Dopiero teraz dotarło do mnie to co powiedziałam - Chris ja nie..
 - Wyjdź! - przerwał mi.
 -Co?
 - Wyjdź z mojego auta! - krzyknął na mnie. Wysiadłam od razu a ona wjechał na swoje podwórko i do garażu, Stałam chwilę i patrzyłam w miejsce gdzie zniknął samochód. Dlaczego ja mam tak że najpierw mówię a dopiero potem myślę. Nie powinnam była tego mówić. Jego rodzice zginęli w wypadku a ja mu jeszcze dokuczam z tego powodu. Co ze mnie za przyjaciółka. Ale  właściwie to on zaczął. Może owszem mam nieco nadopiekuńczych rodziców ale ich kocham. weszłam do domu i od razu poszłam do swojego pokoju. Ubrałam się normalnie czyli rurki i t-shirt z nadrukiem "I♥NY". Położyłam się na łóżku. Leżałam tak kilka godzin rozmyślając o różnych rzeczach. Nagle usłyszałam jakiś hałas i wyjrzałam przez okno. Na ulicy stał Christian i pan Hatwood. Kłócili się o coś. Zbaczyłam tylko twarz Chrisa który stał odwrócony do mojego okna. Wyglądał źle. Nawet z tej odległości mogłam zobaczyć że jest blady i możliwe ze miał podpuchnięte oczy jakby..płakał? Nie to nie możliwe. Obserwowałam ich tak aż w końcu pan Hatwood wrócił do domu zostawiając Christiana samego. Po pewnym czasie i on poszedł do domu. Postanowiłam pójść do niego i dowiedzieć co się stało. Wrodzona ciekawość. Mam to po tacie. PZałożyłam wię buty i poszłam do domu na przeciwko. Zadzwoniłam na domofon i o dziwo brama się od razu otworzyła. żadnych przepytanek? Weszłam do środka i do domu.
 - Dzieńdobry
 - A dzień dobry Amy. - usłyszałam miły głos pani Juli gospodyni tego domu.
 - Ja do Chrisa.
 - Jest u siebie w pokoju. Cieszę się że przyszłaś. Moze to go rozweseli i pomoże nie myśleć o tej tragedi.
 - Jakiej tragedi? - spytałam zdezorientowana.
 - A to ty nic nie wiesz dziecko? Wuj Christiana miał wypadek i nie przeżył. Ten chłopak na prawdę wiele przeszedł a teraz jeszcze to. - Nie mogłam uwierzyćw to co słyszę. A ja rano jeszcze mu dogryzłam. Ale chwila. Rano był jeszcze w miarę wesoły. Ta kłótnia. Mogła być o to.
 - Ja nie wiedziałam. Gdzie on jest?
 - W swoim pokoju ale nie wiem czy będzie chciał rozmawiać. - nie czekając ani chwili ruszyłam po schodach do pokoju Christiana. Zapukałam lekko.
 - Nie ma mnie. - usłyszłam i uchyliłam drzwi.
 - chyba jednak jesteś powiedziałam i weszłam do środka. Pokój Chrisa był dość duży. Pod oknem stało biórko a obok było wyjście na balkon. Na przeciwko stało wielkie łóżko a obok niego leżała gitara. Chris leżał na łóżku odwrócony do mnie plecami. Usiadłam obok niego i zaczęłam bawić się jego czarnymi wlosami. - Słyszałam co się stało. Przykro mi.
 - Przykro ci. Rano jakoś potrafiłaś dać do zrozumienia że jakoś nie obchodzi cię moja rodzina.
 - Przepraszam cię za tamto. Nie przemyślałam tego.
 - Ale mówiłaś szczerze. - odwrócił się do mnie i usiadł. BYł cały blady i na serio miał podpuchnięte oczy.
 - Chris słuchaj. Jesteś moim najlepszym przyjacielem zależy mi na tym aby ta przyjaźń przetrwała. Naprawdę.
 - Mi też na tym zależy. - spojrzałam na niego i go przytuliłam.
 - Nie martw się. Będzie dobrze.
 - Nie będzie. Amy nic już nie będzie takie jak kiedyś.Będę musiał wrócić. - spojrzał na mnie. - Wiem że twoje urodziny są dopiero jutro ale - otworzył szufladę i wyciągnął z niej malutkie pudełeczko. - Proszę.
 - Dziękuję ale co to. - Nie czekałam na odpowiedź. Od razu otworzyłam pudełko. W środku był pierścionek. Z dość dużym czerwonym kamieniem podobnym do diamentu. Pierścień aż lśnił.
 - To nie jest zwykły pierścień ale wszystkiego dowiesz się jutro.
 - Ale jakto nie jste zwykły? - spojrzałam na niego jak na wariata. - I dokąd musisz wrócić.
 - Cierpliwości Amy. Cierpliwości.

Prolog i Rozdział 1


Czy ktoś z was czuł, że ma jakieś przeznaczenie? Że życie innych ludzi zależy właśnie od ciebie? Byłam normalną nastolatką. Miałam plany, marzenia i własne życie. Jednak wszystko się zmieniło gdy poznałam prawdę. Na imię mi Amy Williams a to jest historia mojego życia.



Obudziłam się dość wcześnie. Był to ostatni dzień wakacji, dlatego chciałam jak najprędzej spotkać się z przyjaciółmi. Mam trójkę przyjaciół Emili- dziewczynę o długich blond włosach, niebieskich oczach i jasnej karnacji. Jest prawdziwą pięknością. Właściwie to ona jest królową naszej szkoły. Jest jeszcze Kate, właściwie to Katy bo tak ją nazywamy. Ma tak samo jak ja brązowe włosy, tylko że jej są krótsze i proste. A no i Christian mój najlepszy przyjeaciel. Znamy się właściwie od dziecka. Jest on wysokim czarnowłosym chłopakiem z czekoladowymi oczami. Jest bardzo przystojny ale to tylko mój przyjaciel. Tak więc tworzymy bardzo zgraną paczkę.
O 9:00 byłam już gotowa do wyjścia. Założyłam czarną bluzkę z szarym nadrukiem kota, rurki i trampki.
 - A ty dokąd się wybierasz? - zapytała mama jak tylko zeszłam do kuchni.
 - Idę spotkać się z dziewczynami. - odpowiedziałam z uśmiechem.
 - Nie zapomniałaś o czymś? Albo raczej o kimś?
 - Hę.? - spytałam zdziwiona. Nie wiedziałam o co jej chodzi.
 - Czyli Christian już nie należy do paczki?
 - Oj mamo! - jak zwykle. Zawsze mnie jakoś podejdzie. Kocham swoją mamę. Jest najlepsza na świecie! owszem czasami się kłócimy ale to trwa maximum godzinę. Ogólnie moja mama jest moją przyjaciółką. Spojrzałam na nią. Właśnie sięgała coś z szafki nad zlewem.
 - A ty na co czekasz? - spojrzała na mnie - Myślałam że jesteś umówiona.
 - A no tak. Zjem na mieście. Papa.! - zawołam na pożegnanie i wyszłam. Nie było najcieplej, ale też nie najzimniej. Jak tylko opuściłam teren naszego domu ruszyłam do budynku naprzeciwko. To tam w olbrzymim białym domu z ogromnym ogrodem mieszkał Chris. Jego ojciec był bogatym człowiekiem. Teraz mieszka tam z wujem. w każdym razie zadzwoniłam na domofon.
 - Halo? - usłyszałam z głośnika. Rozpoznałam ten głos. Był to pan Hatwood ochroniarz.
 - Dzień dobry. Tu Amy Williams. Zastała Christiana?
 - Co tak oficjalnie? - usłyszałam za plecami. Obróciłam się od razu.
 - Chris! Nie strasz mnie tak. - uśmiechnął się do mnie.
 - Panienko Williams - usłyszeliśmy głos w domofonie.
 - Spokojnie Johny. Już mnie znalazła - powiedział Chris - Albo raczej ja ją - powiedział bardziej do siebie i się rozłączył. - No więc.? Gdzie dziś idziemy. Ostatni dzień wakacji trzeba to wykorzystać.
 - Najpierw po dziewczyny a potem coś zjeść bo normalnie umieram z głodu.
 - A co? śniadanka się nie zjadło? - spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem którym patrzył zawsze gdy wiedział że ma racje.
 - Oj daj spokój! Chodź po dziewczyny. - powiedziałam i ruszyliśmy do domu Emili. Mieszkała ona na następnej ulicy. Czyli jakieś 15 minut drogi od mojego domu.
 - Co ty taka mało rozmowna dzisiaj? - zapytał Chris.
 - A co mam gadać?
 - No nie wiem. - uśmiechnął się lekko i spojrzał w dół. Spojrzałam na niego. Właśnie poprawiał grzywkę. Zobaczyłam że obandarzowanom dłoń.
 - Co ci się stało? - zapytałam wskazując głową jego rękę. Spojrzał na nią i od razu schował dłoń.
 - A nic takiego. Mały wypadek przy pracy.
 - Chyba nie taki mały. Cokolwiek zrobiłeś przyznaj się. Płakałeś. - spojrzałam na niego a on się śmiał. Ja też nie wytrzymałam.
 - Nie nie płakałem. Jestem dzielnym chłopcem. - i w ten sposób dotarliśmy do domu Emili. Dom Emili wyglądał prawie tak jak mój. Niezbyt duży, z balkonem z przodu. Zadzwoniłam do jej domu. Drzwi otworzyła jej siostra.
 - Emili nie może dzisiaj wyjść. Za godzine jedziemy z rodzicami na zakupy.
 - Aha. Szkoda. - powiedziałam i odwróciłam się w kierunku furtki. Tam czekał już Chris z Katy. No właśnie! Zapomniałam powiedzieć że Katy mieszka dwa domy dalej i zazwyczaj ja idę po Emili a on po Katy.
 - A co Emili nie wie co na siebie włożyć czy raczej się maluje. - zapytała Katy.
 - Emili nie idzie. Jedzie z rodzcami na zakupy czy coś.
 - No to będzie więcej żarcia dla nas. - powiedział Chris. Ruszyliśmy więc we trójkę. Postanowiliśmy że pójdziemy do pizzeri. Pizza na śniadanie. Dobre sobie. Właściwie było już po 11:00 więc można by było to uznać zam wczesny obiad. Gdy zaszliśmy na miejsce wybraliśmy miejsca przy oknie. Zawsze tam siadamy. Ja z Katy na kanapie a Chris na krześle na przeciwko. Zamówił margaritte i przyszedł.
 - No to teraz musimy czekać. - powiedział gdy siadał na swoim miejscu.
 - Ej. Chris. - zaczęła Katy - Co ci się w łapkę stało? - spytała z udawaną troską.
 - Nic takiego mamusiu. Wypadek przy pracy. - odpowiedział słodko.
 - Mamusiu? Ej! Ty mnie postarzasz.
 - Hah. A wiesz powiedział mi że nie płakał ale jakoś mu nie wierzę. - dodałam
 - Bardzo śmieszne. - Chris najwyraźniej się fochnął bo przez cały czas aż nie wyszliśmy z pizzeri się nie odzywał.
 - Ej no. Christianie. Chyba się nie gniewasz. - zapytałam go gdy wracaliśmy do domu. Katy opuściła nas już jakiś czas temu. Nie odpowiedział mi. Patrzył tylko bez sensu przed sibie. - Hallooo. Ziemia do Chrisa. - szturchnęłam go w ramie.
 - Co? Aa. Sory zamyśliłem się. Co mówiłaś?
 - Czy jesteś na mnie obrażony.
 - O co niby?
 - No o to płakanie. To tylko głupie żarty a ty się potem nie odzywałeś.
 - Wybacz miałem wi... ee.ten no. Zamyślony byłem.
 - Yhy. Czyli nie jesteś fochnięty.
 - Nie no cośty. A tak wogóle. Zbliżają się twoje urodziny. Planujesz jakąś impreze?
 - Nic wielkiego. Tylko rodzina no i ty, Emili i Katy. Siedemnastka to nic takiego.
 - Oj uwierz mi te urodziny zmienią twoje życie. - uśmiechnął się. - To ja lecę. Pa! - powiedział i zniknął za bramą swojego domu. Jakmyśmy tak szybko tu doszli i o co chodziło z tymi urodzinami. A nie ważne chłopcy są już tacy... dziwni. Nie czekałam więc i poszłam do domu. Mama była w pracy a tata odsypiał pracę. Dziś znowu ma nocną zmianę więc poszłam do pokoju. Włączyłam laptopa i weszłam na facebooka. Nic nowego. Ktoś ze sobą zerwał inni się zeszli. Nudy. Plum. Hmm. Nowa wiadomość od.. Chrisa.
"Przepraszam za dzisiaj. Wiesz nie najlepiej się czułem."
"No spoko. Ej? To przyjdziesz w piątek na moje urodziny."
"Jasne."
"Idziesz jutro na rozpoczęcie?"
"Chyba tak a co?"
:Nie nic tak pytam."
"No nic młoda. leć się wyspać bo jutro nie wstaniesz :P"
"Nie mów do mnie młoda. Dobranoc Chris"
"Dobranoc Amy"
I w ten oto sposób zakończyliśmy naszą rozmowę. Muszę przyznać. zawsze lubiłam Chrisa. Jest moim najlepszym przyjacielem. Zawsze był ze mną w najciężych momentach ale ostatnio się zmienił. Spoważniał. Nawet jego żarty są takie sztuczne. I z tymi rozmyśleniami zapadłam w głęboki sen.