Opowieść o nastolatce której 17-ste urodziny zmienią całe życie. Prezent od przyjaciela okaże się narzędziem teleportacji między światami. Jej normalnym światem gdzie chodzi do szkoły i umawia się z przyjaciółmi a światem o nazwie Amara w którym trwa straszliwa wojna. Jej los został spisany w olbrzymiej księdze. Czy zdoła wypełnić wszystkie zadania? Czy zdąży na czas? A może wyprze się przeznaczenia?
sobota, 1 września 2012
Rozdział 2
Rano obudził mnie budzik. Znowu się zacznie. Rozpoczęcie roku szkolnego. Ubrałam się więc w białą luźną koszulę i czarną spódniczkę z lekkimi falbakami do kolan a na stopy czarne buty na dość wysokim koturnie. Włosy spięłam w koka żeby było bardziej elegancko. O 7:30 byłam gotowa. Wyszłam więc na zewnątrz. Zamykając furtkę zobczyłam Chrisa który włąsnie wyjeżdżał z garaży swoim czerwonym ferrari. Po chwili samochód znalazł się przede mną.
- Podwieźć cię? - usłyszałam ciepły głos przyjaciela.
- Jasne. Daleko to bym nie zaszła w tych butach. - powiedziałam wchodząc do samochodu. CAłą drogę przejechaliśmy w milczeniu. To było dziwne. Chris jest tak samo rozgadaną osobą jak ja. Dlatego dość często się kłócimy. Dzisiaj natomiast był mega cichy. Po dojechaniu na miejsce umówiliśmy się że spotkamy na parkingu przed autem. Poszłam więc w swoim kierunku. Dyrektor nudził jak co roku o tym jak to wspaniale jest wrócić po tak długim odpoczynku, że czeka nas sporo pracy i inne takie. Gadanie bez sensu. Dostaliśmy też plan lekcji. Matme, fizykę i angielski mam razem z Emili i Katy, a historię i geoografię z Chrisem i Katy. Czyli lepiej niż w zeszłym roku kiedy z przyjaciółmi miałam tylko angielski i historie. Od razu po apelu poszłam w umówione miejsce. Chris już czekał. Weszłam do samochodu.
- I jak tam? Cieszysz się że mamy historię i gegrę razem. - zapuytałam na wstępie.
- Jasne. Będę mógł cię przypilnować.
- A może raczej ja ciebie co? - szturchnęłam go w ramie.
- Dobra. To możemy wracać?
- Tak.- ruszyliśmy do domu.
- A właśnie jutro u mnie o 17:00 impreza.
- Impreza tak wcześnie?
- Tak. Rodzice kazali i mamy być grzczni.
- To twoi rodzice będą?
- Tak. A co? Nie pasuje ci?
- Poprostu myślałem. Ahh. Dlaczego twoi rodzice zawsze cię pilnuję. Jesteś już prawie dorosła!
- No i co z tego. Lubię tak jak jest!
- Amy! Czy ty nigdy nie dorośniesz. - zatrzymał samochód bo dojechaliśmy pod mój dom - Nie możesz pogadać z nimi. Twoi rodzice są nadopiekuńczy i traktują cię jak dziecko.!
- Ja przynajmniej mam rodziców. - spojrzałam na niego. Miał spuszczoną głowę. Dopiero teraz dotarło do mnie to co powiedziałam - Chris ja nie..
- Wyjdź! - przerwał mi.
-Co?
- Wyjdź z mojego auta! - krzyknął na mnie. Wysiadłam od razu a ona wjechał na swoje podwórko i do garażu, Stałam chwilę i patrzyłam w miejsce gdzie zniknął samochód. Dlaczego ja mam tak że najpierw mówię a dopiero potem myślę. Nie powinnam była tego mówić. Jego rodzice zginęli w wypadku a ja mu jeszcze dokuczam z tego powodu. Co ze mnie za przyjaciółka. Ale właściwie to on zaczął. Może owszem mam nieco nadopiekuńczych rodziców ale ich kocham. weszłam do domu i od razu poszłam do swojego pokoju. Ubrałam się normalnie czyli rurki i t-shirt z nadrukiem "I♥NY". Położyłam się na łóżku. Leżałam tak kilka godzin rozmyślając o różnych rzeczach. Nagle usłyszałam jakiś hałas i wyjrzałam przez okno. Na ulicy stał Christian i pan Hatwood. Kłócili się o coś. Zbaczyłam tylko twarz Chrisa który stał odwrócony do mojego okna. Wyglądał źle. Nawet z tej odległości mogłam zobaczyć że jest blady i możliwe ze miał podpuchnięte oczy jakby..płakał? Nie to nie możliwe. Obserwowałam ich tak aż w końcu pan Hatwood wrócił do domu zostawiając Christiana samego. Po pewnym czasie i on poszedł do domu. Postanowiłam pójść do niego i dowiedzieć co się stało. Wrodzona ciekawość. Mam to po tacie. PZałożyłam wię buty i poszłam do domu na przeciwko. Zadzwoniłam na domofon i o dziwo brama się od razu otworzyła. żadnych przepytanek? Weszłam do środka i do domu.
- Dzieńdobry
- A dzień dobry Amy. - usłyszałam miły głos pani Juli gospodyni tego domu.
- Ja do Chrisa.
- Jest u siebie w pokoju. Cieszę się że przyszłaś. Moze to go rozweseli i pomoże nie myśleć o tej tragedi.
- Jakiej tragedi? - spytałam zdezorientowana.
- A to ty nic nie wiesz dziecko? Wuj Christiana miał wypadek i nie przeżył. Ten chłopak na prawdę wiele przeszedł a teraz jeszcze to. - Nie mogłam uwierzyćw to co słyszę. A ja rano jeszcze mu dogryzłam. Ale chwila. Rano był jeszcze w miarę wesoły. Ta kłótnia. Mogła być o to.
- Ja nie wiedziałam. Gdzie on jest?
- W swoim pokoju ale nie wiem czy będzie chciał rozmawiać. - nie czekając ani chwili ruszyłam po schodach do pokoju Christiana. Zapukałam lekko.
- Nie ma mnie. - usłyszłam i uchyliłam drzwi.
- chyba jednak jesteś powiedziałam i weszłam do środka. Pokój Chrisa był dość duży. Pod oknem stało biórko a obok było wyjście na balkon. Na przeciwko stało wielkie łóżko a obok niego leżała gitara. Chris leżał na łóżku odwrócony do mnie plecami. Usiadłam obok niego i zaczęłam bawić się jego czarnymi wlosami. - Słyszałam co się stało. Przykro mi.
- Przykro ci. Rano jakoś potrafiłaś dać do zrozumienia że jakoś nie obchodzi cię moja rodzina.
- Przepraszam cię za tamto. Nie przemyślałam tego.
- Ale mówiłaś szczerze. - odwrócił się do mnie i usiadł. BYł cały blady i na serio miał podpuchnięte oczy.
- Chris słuchaj. Jesteś moim najlepszym przyjacielem zależy mi na tym aby ta przyjaźń przetrwała. Naprawdę.
- Mi też na tym zależy. - spojrzałam na niego i go przytuliłam.
- Nie martw się. Będzie dobrze.
- Nie będzie. Amy nic już nie będzie takie jak kiedyś.Będę musiał wrócić. - spojrzał na mnie. - Wiem że twoje urodziny są dopiero jutro ale - otworzył szufladę i wyciągnął z niej malutkie pudełeczko. - Proszę.
- Dziękuję ale co to. - Nie czekałam na odpowiedź. Od razu otworzyłam pudełko. W środku był pierścionek. Z dość dużym czerwonym kamieniem podobnym do diamentu. Pierścień aż lśnił.
- To nie jest zwykły pierścień ale wszystkiego dowiesz się jutro.
- Ale jakto nie jste zwykły? - spojrzałam na niego jak na wariata. - I dokąd musisz wrócić.
- Cierpliwości Amy. Cierpliwości.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz