Opowieść o nastolatce której 17-ste urodziny zmienią całe życie. Prezent od przyjaciela okaże się narzędziem teleportacji między światami. Jej normalnym światem gdzie chodzi do szkoły i umawia się z przyjaciółmi a światem o nazwie Amara w którym trwa straszliwa wojna. Jej los został spisany w olbrzymiej księdze. Czy zdoła wypełnić wszystkie zadania? Czy zdąży na czas? A może wyprze się przeznaczenia?
sobota, 1 września 2012
Prolog i Rozdział 1
Czy ktoś z was czuł, że ma jakieś przeznaczenie? Że życie innych ludzi zależy właśnie od ciebie? Byłam normalną nastolatką. Miałam plany, marzenia i własne życie. Jednak wszystko się zmieniło gdy poznałam prawdę. Na imię mi Amy Williams a to jest historia mojego życia.
Obudziłam się dość wcześnie. Był to ostatni dzień wakacji, dlatego chciałam jak najprędzej spotkać się z przyjaciółmi. Mam trójkę przyjaciół Emili- dziewczynę o długich blond włosach, niebieskich oczach i jasnej karnacji. Jest prawdziwą pięknością. Właściwie to ona jest królową naszej szkoły. Jest jeszcze Kate, właściwie to Katy bo tak ją nazywamy. Ma tak samo jak ja brązowe włosy, tylko że jej są krótsze i proste. A no i Christian mój najlepszy przyjeaciel. Znamy się właściwie od dziecka. Jest on wysokim czarnowłosym chłopakiem z czekoladowymi oczami. Jest bardzo przystojny ale to tylko mój przyjaciel. Tak więc tworzymy bardzo zgraną paczkę.
O 9:00 byłam już gotowa do wyjścia. Założyłam czarną bluzkę z szarym nadrukiem kota, rurki i trampki.
- A ty dokąd się wybierasz? - zapytała mama jak tylko zeszłam do kuchni.
- Idę spotkać się z dziewczynami. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nie zapomniałaś o czymś? Albo raczej o kimś?
- Hę.? - spytałam zdziwiona. Nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Czyli Christian już nie należy do paczki?
- Oj mamo! - jak zwykle. Zawsze mnie jakoś podejdzie. Kocham swoją mamę. Jest najlepsza na świecie! owszem czasami się kłócimy ale to trwa maximum godzinę. Ogólnie moja mama jest moją przyjaciółką. Spojrzałam na nią. Właśnie sięgała coś z szafki nad zlewem.
- A ty na co czekasz? - spojrzała na mnie - Myślałam że jesteś umówiona.
- A no tak. Zjem na mieście. Papa.! - zawołam na pożegnanie i wyszłam. Nie było najcieplej, ale też nie najzimniej. Jak tylko opuściłam teren naszego domu ruszyłam do budynku naprzeciwko. To tam w olbrzymim białym domu z ogromnym ogrodem mieszkał Chris. Jego ojciec był bogatym człowiekiem. Teraz mieszka tam z wujem. w każdym razie zadzwoniłam na domofon.
- Halo? - usłyszałam z głośnika. Rozpoznałam ten głos. Był to pan Hatwood ochroniarz.
- Dzień dobry. Tu Amy Williams. Zastała Christiana?
- Co tak oficjalnie? - usłyszałam za plecami. Obróciłam się od razu.
- Chris! Nie strasz mnie tak. - uśmiechnął się do mnie.
- Panienko Williams - usłyszeliśmy głos w domofonie.
- Spokojnie Johny. Już mnie znalazła - powiedział Chris - Albo raczej ja ją - powiedział bardziej do siebie i się rozłączył. - No więc.? Gdzie dziś idziemy. Ostatni dzień wakacji trzeba to wykorzystać.
- Najpierw po dziewczyny a potem coś zjeść bo normalnie umieram z głodu.
- A co? śniadanka się nie zjadło? - spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem którym patrzył zawsze gdy wiedział że ma racje.
- Oj daj spokój! Chodź po dziewczyny. - powiedziałam i ruszyliśmy do domu Emili. Mieszkała ona na następnej ulicy. Czyli jakieś 15 minut drogi od mojego domu.
- Co ty taka mało rozmowna dzisiaj? - zapytał Chris.
- A co mam gadać?
- No nie wiem. - uśmiechnął się lekko i spojrzał w dół. Spojrzałam na niego. Właśnie poprawiał grzywkę. Zobaczyłam że obandarzowanom dłoń.
- Co ci się stało? - zapytałam wskazując głową jego rękę. Spojrzał na nią i od razu schował dłoń.
- A nic takiego. Mały wypadek przy pracy.
- Chyba nie taki mały. Cokolwiek zrobiłeś przyznaj się. Płakałeś. - spojrzałam na niego a on się śmiał. Ja też nie wytrzymałam.
- Nie nie płakałem. Jestem dzielnym chłopcem. - i w ten sposób dotarliśmy do domu Emili. Dom Emili wyglądał prawie tak jak mój. Niezbyt duży, z balkonem z przodu. Zadzwoniłam do jej domu. Drzwi otworzyła jej siostra.
- Emili nie może dzisiaj wyjść. Za godzine jedziemy z rodzicami na zakupy.
- Aha. Szkoda. - powiedziałam i odwróciłam się w kierunku furtki. Tam czekał już Chris z Katy. No właśnie! Zapomniałam powiedzieć że Katy mieszka dwa domy dalej i zazwyczaj ja idę po Emili a on po Katy.
- A co Emili nie wie co na siebie włożyć czy raczej się maluje. - zapytała Katy.
- Emili nie idzie. Jedzie z rodzcami na zakupy czy coś.
- No to będzie więcej żarcia dla nas. - powiedział Chris. Ruszyliśmy więc we trójkę. Postanowiliśmy że pójdziemy do pizzeri. Pizza na śniadanie. Dobre sobie. Właściwie było już po 11:00 więc można by było to uznać zam wczesny obiad. Gdy zaszliśmy na miejsce wybraliśmy miejsca przy oknie. Zawsze tam siadamy. Ja z Katy na kanapie a Chris na krześle na przeciwko. Zamówił margaritte i przyszedł.
- No to teraz musimy czekać. - powiedział gdy siadał na swoim miejscu.
- Ej. Chris. - zaczęła Katy - Co ci się w łapkę stało? - spytała z udawaną troską.
- Nic takiego mamusiu. Wypadek przy pracy. - odpowiedział słodko.
- Mamusiu? Ej! Ty mnie postarzasz.
- Hah. A wiesz powiedział mi że nie płakał ale jakoś mu nie wierzę. - dodałam
- Bardzo śmieszne. - Chris najwyraźniej się fochnął bo przez cały czas aż nie wyszliśmy z pizzeri się nie odzywał.
- Ej no. Christianie. Chyba się nie gniewasz. - zapytałam go gdy wracaliśmy do domu. Katy opuściła nas już jakiś czas temu. Nie odpowiedział mi. Patrzył tylko bez sensu przed sibie. - Hallooo. Ziemia do Chrisa. - szturchnęłam go w ramie.
- Co? Aa. Sory zamyśliłem się. Co mówiłaś?
- Czy jesteś na mnie obrażony.
- O co niby?
- No o to płakanie. To tylko głupie żarty a ty się potem nie odzywałeś.
- Wybacz miałem wi... ee.ten no. Zamyślony byłem.
- Yhy. Czyli nie jesteś fochnięty.
- Nie no cośty. A tak wogóle. Zbliżają się twoje urodziny. Planujesz jakąś impreze?
- Nic wielkiego. Tylko rodzina no i ty, Emili i Katy. Siedemnastka to nic takiego.
- Oj uwierz mi te urodziny zmienią twoje życie. - uśmiechnął się. - To ja lecę. Pa! - powiedział i zniknął za bramą swojego domu. Jakmyśmy tak szybko tu doszli i o co chodziło z tymi urodzinami. A nie ważne chłopcy są już tacy... dziwni. Nie czekałam więc i poszłam do domu. Mama była w pracy a tata odsypiał pracę. Dziś znowu ma nocną zmianę więc poszłam do pokoju. Włączyłam laptopa i weszłam na facebooka. Nic nowego. Ktoś ze sobą zerwał inni się zeszli. Nudy. Plum. Hmm. Nowa wiadomość od.. Chrisa.
"Przepraszam za dzisiaj. Wiesz nie najlepiej się czułem."
"No spoko. Ej? To przyjdziesz w piątek na moje urodziny."
"Jasne."
"Idziesz jutro na rozpoczęcie?"
"Chyba tak a co?"
:Nie nic tak pytam."
"No nic młoda. leć się wyspać bo jutro nie wstaniesz :P"
"Nie mów do mnie młoda. Dobranoc Chris"
"Dobranoc Amy"
I w ten oto sposób zakończyliśmy naszą rozmowę. Muszę przyznać. zawsze lubiłam Chrisa. Jest moim najlepszym przyjacielem. Zawsze był ze mną w najciężych momentach ale ostatnio się zmienił. Spoważniał. Nawet jego żarty są takie sztuczne. I z tymi rozmyśleniami zapadłam w głęboki sen.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz