czwartek, 18 października 2012

Rozdział 5



Arabella zaprowadziła mnie do ogrodu. Był on olbrzymi i przepiękny, ale to nie był ogród za domem Chrisa. Co to jest Amara? Usiadłam przy mały drewnianym stoliku. Był on pusty pomijając mały wazonik z jakimiś kwiatkami. Po jakimś czasie dołączył do mnie Christian.
 - Witaj Amy. Pięknie wyglądasz. - powiedział a ja poczułam jak robie się czerwona. Uśmiechnął się i usiadł na przeciwko.
 - Powiedz mi jedno. - zaczęłam - Gdzie my jesteśmy?
 - Rozszyfrowałaś pierścień. To on cię tu przeniósł.
 - Czekaj, czekaj. Jeteśmy w jakimś zakładzie dla psychicznych? Bo gadasz jak jakiś nawiedzony!
 - Hah. Wiedziałem że tak zareagujesz. Ale Amy. Pozwól że coś ci wyjaśnie. Posłuchasz mnie? - spojrzał na mnie.
 - No. Gadaj.
 - Otóż znajdujemy się w kraju o nazwie Amara.
 - Eee. Czyli jesteśmy gdzieś w Iraku? - zapytałam go. Mieliśmy o tym państwie na geografi.
 - Nie. Właściwie to jest dolina. I proszę cię nie przerywaj bo chcę to jak najszybciej załatwić. - skinęłam głową. - Amara to dolina, magiczna dolina. Dostałaś się tu dzięki pierścieniowi, który ci podarowałem. Tylko spodziewałem się że wcześniej go użyjesz. Ale do rzecz. Trwa tu wojna. Okropna wojna. Codziennie giną setki ludzi. Twoim przeznaczeniem jest powstrzymanie ich. Masz moc. Potężną moc. Urodziłaś się w zwyczajnym świecie ale nie jesteś zwyczajna. Jako, że jestem księciem Amary moim obowiązkiem była ochrona ciebie i w dniu twoich urodzin przekazać pierścień. Kiedy 12 lat temu przeprowadziłem się do domu na przeciwko znałem już przeznaczenie twoje i moje. Zaprzyjaźniliśmy się dlatego łatwiej było mi być blisko ciebie. - przerwał a ja wykorzystałam okazje.
 - Dobra. Fajna bajeczka a teraz chcę wrócić do domu.
 - To nie bajka. A jeśli chcesz wrócić do domu użyj pierścienia.
 - Daj spokój Chris. Rozumiem. Tęsknisz za wujem i chcesz to jakoś odreagować ale ja na serio chcę wrócić do domu. Daleko wogóle jesteśmy. Masz samochód. Czy po tym wypadku wuja zrezygnowałeś. - zaczęłam gadać. Trochę brutlane to było z mojej strony. Naruszałam pamięc jego wuja ale trudno. Chciałam wrócić do domu.
 - Mój wuja nie zginął w wypadku, podobnie jak moi rodzice.
 - Że co? - zapytałam zdziwiona. Jeszcze następną bajeczkę będzie mi opowiadał.
 - Rodzice zginęli kiedy mnie bronili. Dokładnie 12 lat temu. A wuja, zginął podczas jednej z bitw.
 - Aha. To świetnie. Chris ja na serio muszę wracać.
 - A ja na serio mówię ci żebyś użyła pierścienia!
 - Książę. Musimy omówić kilka spraw. - powiedział jakiś mega duży facet ubrany w coś na typ zbroi. Wszyscy powariowali. Chris wstał.
 - Przemyśl to wszystko Amy. A jeśli chcesz wiedzieć więcej udaj się do przepowiedni. - powiedział i odszedl. Okej. To teraz tak. Znajduję się w jakimś obcym miejscu, Chris jest jakimś niby księciem czy czymś, wszyscy chodzą ubrani jak w średniowieczu. Ja w tej chwili też. O co tu wogóle chodzi? Pierścień! Muszę wrócić do pokoju. Chwila. A to co? Spojrzałam na stół w miejsce gdzie siedział mój przyjaciel, może już nie najlepszy. Leżał tam właśnie ten pierścień. Włożyłam go na palec i .. BUM. Byłam w swoim pokoju. Momencik. Ale jakim cudem? A może mi się to śniło. Miałam bardzo realny sen. Albo i nie sen. Spojrzałam w lustro. Wciąż miałam na sobie suknie. Ale to przecież nie możliwe.

1 komentarz: