wtorek, 23 października 2012

Rozdział 6


   Stałam tak i gapiłam się w swoje odbicie. Czyli to nie był sen.? To by znaczyła że Chris jest jakiś księciem, istnieje jakaś magiczna kraina i ja tam byłam. Chwila.! Pierścień. Gdzie on jest. Zaczęłam go szukać. Najwyraźniej niepotrzebnie bo wciąż miałam go na palcu. Ahh to moje rozkojarzenie. Hmm. Zobaczymy co się stanie jeśli… Przekręciłam pierścień i powiedziałam w myślach „Chcę do Amary”. Wiem trochę to dziwne ale warto spróbować. Tylko nic się nie stało. Dobra to inaczej. Powtórzyłam te słowa a kamień w pierścieniu zabłysł. Dotknęłam kamienia i… Białe światło a po chwili byłam w pałacu.
 - Witam panienko. Widzę, że tym razem teleportacja odbyła się bez problemów. – powiedziała Arabella z uśmiechem na twarzy.
 - Eee. Tak. – czyli to prawda. Nie żaden sen. Jestem w innym wymiarze. Muszę znaleźć Christiana i przeprosić go za to co powiedziałam, zrobiłam…ogólnie za wszystko. – Gdzie jest Chris.? – zwróciłam się do kobiety która dziwnie na mnie spojrzała. Dopiero po chwili zrozumiałam że nie wie o kim mówię. – Szukam księcia.
 - Aa.. Tak. Książę Christian. Niestety jakąś godzinę temu udał się na pole bitwy. Miejmy nadzieję że z niej wróci. – powiedziała a z jej twarzy zniknął uśmiech. Ale jak to może nie wrócić? Arabella najwyraźniej zauwarzyła moje przerażenie bo od razu dodała – Proszę się nie martwić. Książe to najlepszy rycerz na całym zamku i w całym państwie. Da sobie rade. – na jej słowa lekko się uśmiechnęłam. Ale ciągle martwiłam się o przyjaciela. Arabella zaprowadziła mnie do pokoju w którym się obudziłam za pierwszym razem. Usiadłam na łóżku ale długo nie wytrzymałam. Postanowiłam obejrzeć dokładnie pokój. Był on duzy w kolorach fioletu i bieli. Moje ulubione kolory. Otworzyłam duże drzwi i zaniemówiłam. W środku znajdowały się dziesiątki sukien, bluzek, płaszczy i kilka par spodni. Na półkach zaś stały buty różnego rodzaju. Kozaki, baletki, pantofelki. Raj dla bab jakby to powiedziała moja mama. Za drugimi drzwiami była duża łazienka. Hmm. Jestem w średniowieczu a tu taki wypas. Chociaż chwila. Nikt nie powiedział że to średniowiecze. Zapytam oto Chrisa jak wróci. Po zwiedzeniu pokoju położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziły mnie straszne hałasy. Dzwoniły dzwony i słychać było różne krzyki. Wyszłam na korytarz. Nikogo nie było. Zeszłam więc na dół a następnie głównym wyjściem na dwór. Było tam pełno ludzi. Przecisnęłam się przez tłum. Teraz już wszystko widziałam. W centrum zainteresowania byli jacyś rycerze. Dwóch z nich siedziało na koniach natomiast jeśli dobrze policzyłam dziesięciu pozostałych stało za nimi. Po jakimś czasie rozległ się dźwięk trąbki, a rycerze rozeszli się na boki. Zza tłumu wyłonił się inny rycerz. Jechał stępem na białym rumaku. Wjechał między dwóch rycerzy i wstrzymał konia. Dopiero teraz zobaczyłam zę tym rycerzem jest Christian. Musze przyznać że wyglądał nieziemsko. Jego grzywka opadała mocno na oczy, miał na sobie czarne spodnie, białą długą koszule a na niej kolczugę. Z ramion zwisała mu długa peleryna. Ale coś było nie tak. Nie siedział wyprostowany w siodle tak jak pozostali tylko był lekko przygarbiony a jedną ręką trzymał prawy bok. Wszyscy wpatrywali się w niego a on zaczął mówić:
  - Mieszkańcy Amary. Nie mam dobrych wieści. Nasi wrogowie zajęli wschodnią część kraju. Spalili wioski, zabili setki a może nawet tysiące ludzi. Nie dałem rady. Nie obroniłem ich a przecież takie jest zadanie przyszłego króla. Obawiam się że będziecie musieli się udać do bezpieczniejszego miejsca. A jedynym bezpiecznym miejscem jest inny wymiar. – tu przerwał na placu rozległ się szum. Spojrzałam na Chrisa. Jego oczy błyszczały. Czyżby płakał.
  - Dosyć.! Jutro wszyscy dworzanie będą mogli wykupić teleportacje. – odezwał się jakiś stary łysol. Chris tylko na niego spojrzał ale nic nie powiedział. Spojrzał tylko na ludzi i zawrócił rumaka. Domyślam się że pojechał do stajni. Nie czekając więc pobiegłam do Arabelli a ta wytłumaczyła mi drogę do stajni. Kiedy szłam piekną alejką w ogrodzie w kierunku wskazanego budynku zauważyłam czyjąś postać. Nie mógł utrzymać się na nogach czyli pewnie jakiś pijak. Chciałam go jak najszybciej ominąć. Przecież było ciemno a nie wiadomo co takiemu na myśl przyjdzie. Ale chwila. Znam tego chłopaka. To Chris. I nie był pijany. Podbiegłam do niego. Uśmiechnął się do mnie. Nadal trzymał się za bok. Podeszłam bliżej a blask latarni ukazał czerwoną plamę na jego koszuli.

----
Czytasz.? Skomentuj. Bardzo mi na tym zależy. 

czwartek, 18 października 2012

Rozdział 5



Arabella zaprowadziła mnie do ogrodu. Był on olbrzymi i przepiękny, ale to nie był ogród za domem Chrisa. Co to jest Amara? Usiadłam przy mały drewnianym stoliku. Był on pusty pomijając mały wazonik z jakimiś kwiatkami. Po jakimś czasie dołączył do mnie Christian.
 - Witaj Amy. Pięknie wyglądasz. - powiedział a ja poczułam jak robie się czerwona. Uśmiechnął się i usiadł na przeciwko.
 - Powiedz mi jedno. - zaczęłam - Gdzie my jesteśmy?
 - Rozszyfrowałaś pierścień. To on cię tu przeniósł.
 - Czekaj, czekaj. Jeteśmy w jakimś zakładzie dla psychicznych? Bo gadasz jak jakiś nawiedzony!
 - Hah. Wiedziałem że tak zareagujesz. Ale Amy. Pozwól że coś ci wyjaśnie. Posłuchasz mnie? - spojrzał na mnie.
 - No. Gadaj.
 - Otóż znajdujemy się w kraju o nazwie Amara.
 - Eee. Czyli jesteśmy gdzieś w Iraku? - zapytałam go. Mieliśmy o tym państwie na geografi.
 - Nie. Właściwie to jest dolina. I proszę cię nie przerywaj bo chcę to jak najszybciej załatwić. - skinęłam głową. - Amara to dolina, magiczna dolina. Dostałaś się tu dzięki pierścieniowi, który ci podarowałem. Tylko spodziewałem się że wcześniej go użyjesz. Ale do rzecz. Trwa tu wojna. Okropna wojna. Codziennie giną setki ludzi. Twoim przeznaczeniem jest powstrzymanie ich. Masz moc. Potężną moc. Urodziłaś się w zwyczajnym świecie ale nie jesteś zwyczajna. Jako, że jestem księciem Amary moim obowiązkiem była ochrona ciebie i w dniu twoich urodzin przekazać pierścień. Kiedy 12 lat temu przeprowadziłem się do domu na przeciwko znałem już przeznaczenie twoje i moje. Zaprzyjaźniliśmy się dlatego łatwiej było mi być blisko ciebie. - przerwał a ja wykorzystałam okazje.
 - Dobra. Fajna bajeczka a teraz chcę wrócić do domu.
 - To nie bajka. A jeśli chcesz wrócić do domu użyj pierścienia.
 - Daj spokój Chris. Rozumiem. Tęsknisz za wujem i chcesz to jakoś odreagować ale ja na serio chcę wrócić do domu. Daleko wogóle jesteśmy. Masz samochód. Czy po tym wypadku wuja zrezygnowałeś. - zaczęłam gadać. Trochę brutlane to było z mojej strony. Naruszałam pamięc jego wuja ale trudno. Chciałam wrócić do domu.
 - Mój wuja nie zginął w wypadku, podobnie jak moi rodzice.
 - Że co? - zapytałam zdziwiona. Jeszcze następną bajeczkę będzie mi opowiadał.
 - Rodzice zginęli kiedy mnie bronili. Dokładnie 12 lat temu. A wuja, zginął podczas jednej z bitw.
 - Aha. To świetnie. Chris ja na serio muszę wracać.
 - A ja na serio mówię ci żebyś użyła pierścienia!
 - Książę. Musimy omówić kilka spraw. - powiedział jakiś mega duży facet ubrany w coś na typ zbroi. Wszyscy powariowali. Chris wstał.
 - Przemyśl to wszystko Amy. A jeśli chcesz wiedzieć więcej udaj się do przepowiedni. - powiedział i odszedl. Okej. To teraz tak. Znajduję się w jakimś obcym miejscu, Chris jest jakimś niby księciem czy czymś, wszyscy chodzą ubrani jak w średniowieczu. Ja w tej chwili też. O co tu wogóle chodzi? Pierścień! Muszę wrócić do pokoju. Chwila. A to co? Spojrzałam na stół w miejsce gdzie siedział mój przyjaciel, może już nie najlepszy. Leżał tam właśnie ten pierścień. Włożyłam go na palec i .. BUM. Byłam w swoim pokoju. Momencik. Ale jakim cudem? A może mi się to śniło. Miałam bardzo realny sen. Albo i nie sen. Spojrzałam w lustro. Wciąż miałam na sobie suknie. Ale to przecież nie możliwe.